Soundtrack dzisiejszej nocy: Blue Oyster Cult The Revenge Of Vera Gemini, Bryan Ferry Limbo, Gillan & Glover Clouds And Rain, Fish Wake Up Call, Gerry Rafferty Baker Street, Gowan A Criminal Mind, Zebra Take Your Fingers From My Hair, The Beatles Tomorrow Never Knows, Gregg Allman Midnight Rider.
Czyli, że bardzo klimatycznie.
I dobrze, bo dzień pełen wrażeń winien być zakończony absolutnym ukojeniem skołatanego umysłu.
Pierwszy dzień nowej pracy minął mi właściwie na ganianiu od lekarza do lekarza. Od speca do speca, od drzwi do drzwi. Nie obyło się bez niespodzianek, bo oto okazało się, że Wasz bohater ma solidnie spieprzony wzrok. Defekt postępuje. Po tym jak dawno, dawno temu, w przypływie furii, stłukłem swoje okulary, odpuściłem sobie załatwienie nowych. Wtedy moja wada była malutkim, nic nieznaczącym -0,75. Niecały rok później ułomność ma optyczna podskoczyła do -1, a teraz, ku memu przerażeniu, sięgnęła -2. Syndrom Stępnia depcze mi po piętach! Głos rozsądku, który z taką lubością, od lat zagłuszam Pieśnią Olewczą, wreszcie musi zdobyć posłuch! Szkła albo śmierć! A myślałem, że nierozpoznawanie osób mówiących "cześć" na ulicy to jeszcze żaden problem!
A ja tam w pracy, kochanie? Cóż, nie do końca jeszcze wiem. Jedyne co dziś zdążyłem, to przywitać się z kierownikiem, porozmawiać z Agentem Tomkiem i usłyszeć od uroczej koleżanki, że się nie narobię. To ostatnie jest dla mnie szczególnie istotne. Rozjaśniło mój dalszy dzień i dało siłę by z podniesionym czołem kroczyć ku nowej, wspaniałej przyszłości! Jeśli faktycznie tak będzie, dołożę wszelakich starań, by nie opuścić tej firmy w ciągu tego i przyszłego roku. A później… czas pokaże. Tomorrow never knows, jak (całkiem a’propos) śpiewają mi właśnie Beatlesi.
Minęła 1.00. Zakładając, że nie położę się spać przed drugą, a wstać muszę o szóstej, zostaną mi cztery godziny snu. Wiele wysiłku będzie mnie kosztowało podniesienie się z wyra. Trudno. Kwestia przestawienia się na nowy tryb czasowy. Przez całe te moje miesiące bezrobotnego, korzystałem z wolności jak tylko mogłem. W bety ładowałem się o czwartej, wstawałem o dziewiątej, dziesiątej, a czasem nawet czternastej. Tak było, daję słowo! Mój organizm nabrał nowych zwyczajów i należy mu dać trochę czasu, by ponownie założył garnitur i wyruszył porannym pociągiem na spotkanie realnego życia. Cóż, taki świat, że trzeba… Rynsztok nie jest opcją godną rozpatrywania.
Dobranoc. Gregg Allman śpiewa o Midnight Riderze, którego nikt nie złapie. Lista się skończyła, Dokładam nowe utwory. Ta noc dla mnie jeszcze potrwa…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz