wtorek, 24 sierpnia 2010

11. Thank You Hank Moody!

Zaczniemy od tego, co mi gra.

Pat Benatar stała zawsze w awangardzie najbardziej charakternych babek muzyki rockowej. Nawet jeśli dryfowała w stronę solidnego ejtisowego popu. Głos o sile rażenia ładunku termonuklearnego, a jednak używany z niezwykłą swobodą i uroda, która w żaden sposób nie zaburza rozkoszowania się warstwą muzyczną. Brzmi jak zawoalowany przytyk do wyglądu, prawda? No, trzeba rzec, że Pat w żadnym wypadku nie mieści się w kanonie śliczniusich śpiewających dup, ani w grupie wokalistek, które bez problemu mogłyby być gwiazdami porno. Kiedyś nie musiała, bo były to czasy, kiedy po pierwsze liczył się talent, a teraz nie musi, bo jest już legendą. To babka z klasą, zarówno w warstwie artystycznej, jak i wizualnej, motherfuckers! Jeśli power Heartbreakera nie wywoła ciar na twoich plecach, a Hell Is For Children nie spowoduje, że twoje serce zacznie bić mocniej, to nie mamy o czym rozmawiać. Idź sczeznąć przy Shakirze, bądź zgnić z nudów przy Nightwishu!

Tyle jeśli chodzi o wyładowanie muzycznych emocji. Kwestię edukatorską również mamy za sobą, zatem czas najwyższy opowiedzieć co tam u mnie.

Ano, siedzę sobie na L4, odpoczywam, kuruję się, czytam i usiłuję pisać. Co czytam? Widzicie, zabrałem się za Łaskawe Jonathana Littela. Wielu uważa, że jest to po prostu gorno* rozbudowane do rozmiarów epopei. Na szczęście większość czytelników, którzy mieli odwagę się za tę księgę zabrać, twierdzi, że być może jest to pierwsze prawdziwe arcydzieło XXI wieku. A ja powiadam, już teraz, choć jestem dopiero na półmetku: Łaskawe stanie się kanonem, punktem porównawczym i nowym wzorcem pisania o okropieństwach Drugiej Wojny Światowej. Chcąc poczuć smród konfliktu zbrojnego, trzeba sztachnąć się zapachem dymu, potu, krwi, gówna i gnijących zwłok. Czterej pancerni i pies w tym nie pomogą. Czytajcie Littela, bracia i siostry! Trzeba się wyzbyć tej delikatności społeczeństwa wychowanego w bańce mydlanej pozorów! Jakich? Bezpieczeństwa, piękna i miłości. Łaskawe nie jest łaskawe. To strzał z liścia w rumiany, wypasiony ryj obywatela XXI wieku. Oczywiście nie chodzi tu tylko o samą przemoc. Littel w doskonały sposób zarysował portret psychologiczny ciemnej strony mocy. Bo widzicie, tutaj bohaterem głównym jest oficer SS, a zbiorowym wszyscy ci żołnierze Wehrmachtu wysłani w misje zdobycia Moskwy. Biedne, żałosne istoty, pchane do przodu siłą ideologii, najdurniejszej z możliwych. Posrani ze strachu, skołowani, niegotowi, a jednocześnie (a może w rezultacie) bezwzględni w czynieniu rzezi.

No dobra, w tym miejscu mówię sobie HALT, bo widzę, że powstaje tutaj coś w rodzaju rozprawy krytyczno – literackiej w nieco luźniejszym, pop-kulturowym, ujęciu. Wybaczcie, studia przetrwały we mnie jako wewnętrzny głos, który wciąż mówi mi, że jak pisać o książkach, to tylko cholernie długo i cholernie wnikliwie. No, ale przecież, nie o to tutaj chodzi. Tu o moje życie biega, n’est-ce pas? Tak na koniec napomknę jeszcze, że nie ma co obawiać się gabarytu powieści Littela. Kobieta w księgarni zapytała mnie, czy nabywam tę księgę w celach samoobrony. Miało być śmieszne, ale mnie zażenowało. Babce, która stoi za ladą w, bądź co bądź, przybytku kultury, takie uwagi nie powinny nawet przyjść na myśl! Dobry koń i po błocie pociągnie, a dobra książka wciągnie nawet jeśli jest tysiącstronicowym klocem! Pamiętam z jakimi wypiekami, na drugim roku polonistyki, czytałem Bakunowy faktor Bartha. Dwa opasłe tomiska, a ja żałowałem, że poczciwy John nie napisał trzeciego. To jest, kurwa, siła literatury!

No dobra, tyle jeśli chodzi o uniesienia związane z dziełami cudzymi, teraz pomówmy o mnie.

Po ponownym przebrnięciu przez wszystkie odcinki trzech sezonów Californication, postanowiłem kontynuować pracę nad czymś coś, co tworzyć zacząłem w okolicach września 2009 roku. I nie chodzi o to, że Hank Moody to extremely cool guy i generalnie najzajebistsza postać telewizji od czasu Pierce’a Sokole Oko**. Nie w tym rzecz, że sukces literacki otworzył przed nim portfele szefów wielkich wydawnictw i producentów filmowych, a także rozchylił nogi najseksowniejszych lasek w LA. Nie, nie! Przecież wszyscy wiemy, że takie rzeczy na ogół się nie zdarzają, a sam Moody to zlepek Bukowskiego, Hemingwaya, Rotha, Millera i gwiazdy rocka. Chodzi o to, że ja pisałem od zawsze, a rewelacyjny serial o pisarzu wzbudził we mnie niesłychany głód. Jestem głodny, rozumiecie? Muszę się nasycić nowymi historiami spisanymi moją ręką, będącymi owocem mojej wyobraźni, a może przede wszystkim, moich doświadczeń życiowych! Sukces swoją drogą. Nigdy nie tworzyłem niczego tylko i wyłącznie dla siebie. Nie uznaję marnotrawstwa czasu i talentu, a za takowe uznaję grzebanie swojej twórczości w grobowcu szuflady. Czy Leonardo Da Vinci namalował Mone Lise, by powiesić ją sobie nad kominkiem i onanizować się w jej blasku?

To tyle, bo jest późno, a tekst zbyt długi.

Jutro czeka mnie wizyta u lekarza, a później wspaniały wieczór z panią, której uroda, prócz oczywistych walorów seksualnych, posiada również (a może przede wszystkim) prawdziwą klasę. Jej intelekt, czasem mnie zawstydza, choć najczęściej wprawia w osłupienie, bo wciąż, mimo kolejnych spotkań, odkrywam w niej (pod tym względem) coś nowego. Relacje damsko- męskie. Well, well, well… (Cmoknięcie, westchnienie, krótka chwila zadumy). Kiedyś wyłożę wam moją filozofię związkową. Dowiecie się jakie kobiety i dlaczego właśnie takie. Dowiecie się z jakich elementów idealna dziewczyna składać się powinna i czemu żaden z nich nie może być pominięty. Jeśli zapomnę, kopnijcie mnie w tyłek. Będę wiedział o co chodzi. Coming soon! Stay tunned!

_____________________________________________________________________________________
* Gorno - Zlepek słów „gore” i „porno”. Chodzi o dzieła filmowe, lub książkowe, których celem nadrzędnym jest najbardziej szczegółowe, wręcz anatomiczne, pokazanie brutalnej przemocy. Tortury, gwałty, rozkład, dzieciobójstwo i tego typu stuff.

** - Pierce Sokole Oko - Dokładnie: Benjamin Franklin "Hawkeye" Pierce (w filmie Altmana grał go Donald Sutherland, a w serialu wspaniały Alan Alda). Główny bohater filmu, a następnie serialu wszech czasów zatytułowanego M*A*S*H. Jeśli nie znasz toś ignorant, gamoń, bądź dziecię w kolejce po edukację! Go, go and watch!

1 komentarz:

  1. Wielkie dzięki za uświadomienie mi istnienia takiej wspaniałej wokalistki jak Pat Benatar. Chwała Ci za to, Libertynie!

    OdpowiedzUsuń