
Jak przystało na starego metala celebrującego swą wieczorną samotność, siedzę przy kawie gruntowej i słucham starych płyt Judas Priest. Na scenę wkraczają sentymenty i wspomnienia z lat, kiedy o nic nie trzeba było się martwić, gdyż chronił nas immunitet szczeniacko - uczniowski, cały ciężar i znój żywota spoczywał na głowach naszych rodziców, a my spędzaliśmy popołudnia włócząc się ze słuchawkami na uszach i do czerwoności podniecając każdym nowym muzycznym odkryciem. Nie było empetrójek, pecety nie były jeszcze tak powszechne jak dziś, a na Internet chodziliśmy do zatłoczonych kafejek, gdzie buliliśmy trzy zeta za godzinę rozkoszy czatowania (pierwsze netowe podrywy, ladies and gentlemen!) i odwiedzania sajtów naszych muzycznych idoli. Następnego dnia biegliśmy do sklepów muzycznych (tych prawdziwych, po których dziś, w czasach Media Marktów i innych Saturnów, jedynie mgliste wspomnienie pozostało) i wydawaliśmy całe nasze kieszonkowe na nowiutką płytę CD. Nic się nie mogło równać temu świętu. Nic prócz bzyknięcia pięknej koleżanki z liceum w jej mieszkaniu, pod nieobecność starych. A nawet ulotna przyjemność nastoletniego seksu była dla nas niczym wobec rozdziewiczenia świeżo zakupionego srebrnego krążka, nabożnego przeglądania książeczki (tak, by nie popalcować karteczek) i pierwszego odsłuchiwania. Pamiętam, że premiera Metal Works Judas Priest, najlepszego greatesthitsa jaki można sobie wyobrazić, była jak odpalenie rakiety międzygalaktycznej w moim pokoju! 160 minut, 2 płyty CD i mój świat nigdy już nie miał być taki sam! I za miesiąc po następną płytę, której pierwsze odsłuchanie miało być kolejnym odkryciem. Bo, moi kochani, nie było opcji uprzedniego zapoznania się z materiałem online!
Nie wiem czy te wspominki to efekt mojego powolnego dziadzienia, ale tęsknię za tamtym czasem. Tęsknię za dniami, kiedy o muzyce dowiadywałem się z prasy, od Kaczkowskiego, albo od starszych braci kumpli z klasy. Wiem, że wdepnę w banał jak w parujący krowi placek, ale powiem Wam, że była w tym najprawdziwsza magia. Dziś już nie mam tego mojego pierwszego wydania Metal Works, bo ktoś się nie bał i zajebał. Mam za to Number Of The Beast Iron Maiden, No More Tears Ozzy’ego, Psycho Circus Kiss, 1987 Whitesnake, Perfect Strangers Deep Purple, All The World’s A Stage Rush, Sabbath Bloody Sabbath Black Sabbath, Rise And Fall Of Ziggy Stardust And The Spiders From Mars Davida Bowiego, 1916 Motorhead, Queen II Queen, Holy Diver Dio, Boy U2, czy arcyważną Stained Class Judas Priest. To są płyty, na które odkładałem grosik do grosika kiedym szczenięciem był. To są płyty, które do końca ukształtowały moje muzyczne gusta i uczyniły człowiekiem jakim jestem do dziś! Nawet jeśli teraz moje półki uginają się od srebrnych krążków, to wymienione tytuły mają dla mnie wartość największą. Każdy z nich niesie z sobą konkretną historię z czasów, w które, gdybym mógł, chciałbym wrócić. O każdym mógłbym napisać osobny rozdział. Chcecie? Mogę, bom człek zdolny i do wynurzeń skłonny. Później moglibyście zapytać o prehistorię, czyli czas kaset. Owszem, tych również się nie pozbyłem… Ale to już naprawdę temat na zupełnie inne opowieści. Dajcie znać, a sypnę nimi jak rasowy storyteller.
Cholera, jakiś pusty teraz ten świat i emocji pozbawiony, kiedy wszystko jest na wyciągnięcie ręki, a informacje i pliki zalewają nas z każdej strony. Brak tego dreszczyku, tego orgazmu odkrywania, brak tej jakości…
Ok., let’s get back to reality.
Powieki ciężkie, a brzuch pełny, bo nażarłem się czekolady, która jakimś cudem znalazła się dziś na moim biurku. Pewnie powodem były upcoming święta. Obiecałem sobie, że rzucę wszelakie cholerstwo, które o lustrzycę może mnie przyprawić, ale jakoś nie mogłem się oprzeć. Jak widać, słabyś człecze wobec pokus świata tego.
Na jutro obowiązkowo koszulka Iron Maiden, wąskie streczujące jeansy, sportowe obuwie i nieodzowna ramoneska!
P.S. A o robocie opowiem next time, bo jest co opowiadać!
"Chcecie?"
OdpowiedzUsuńChcemy!
W każdym razie ja chcę.
Nie znam Cię, Libertynie, ale bardzo lubię czytać Twojego bloga. Poważnie. I grzanki z pomidorem i bazylią lubię. Dziś je spaliłam.